Mapa strony
Ciekawe linki
Akutalności
Polacy bliżej wytwarzania prądu na własne potrzeby
2013-07-17 11:25:00

Czy Polacy, podobnie jak np. Niemcy czy Brytyjczycy, będą mogli wytwarzać prąd nie tylko na własne potrzeby, lecz także zarabiać na jego sprzedaży? Głosowanie w Senacie przybliża ich do tego.

Głosami senatorów PO, przy sprzeciwie senatorów PiS, izba wyższa parlamentu przyjęła projekt wraz z poprawkami przewidującymi zwolnienie z obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej osoby wytwarzające i sprzedające energię z mikroinstalacji (do 40 kW elektrycznych i 120 kW cieplnych). Ustawa wróci jeszcze do Sejmu, ze względu na poprawki Senatu. Nowelizacja ta może uchylić Polakom drzwi do rynku elektroenergetycznego.


Obecnie jest on opanowany przez wielkich graczy, którzy nie chcą konkurencji w postaci milionów drobnych wytwórców energii elektrycznej, zwanych prosumentami (od słów producent i konsument).

Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej Grzegorz Wiśniewski zwraca uwagę, że sytuacja w naszym kraju jest kuriozalna, bo większość z przeszło 3,2 tys. wszystkich działających małych elektrowni wiatrowych nie jest podłączona do sieci elektroenergetycznej, a z 200 domowych instalacji fotowoltaicznych - żadna. Powód? Koszmarna biurokracja i wymogi (m.in. zarejestrowanie działalności gospodarczej oraz koncesja Urzędu Regulacji Energetyki), a w efekcie koszty, które powodują, że Polakom odechciewa się inwestować w odnawialne źródło energii elektrycznej (tzw. mikroinstalacje OZE, których moc nie przekracza 40 kW).

Dzięki przyjęciu przez Senat, a następnie przez Sejm poprawek rządowych odpadnie biurokratyczna mitręga.

- Każdy będzie mógł produkować prąd i sprzedawać go do sieci, mając bezpłatne przyłączenie i gwarancję zakupu - mówi Agnieszka Zielińska z Koalicji Klimatycznej, która skupia 23 organizacje ekologiczne. Zielińska zwraca jednak uwagę, że ustawa w tym kształcie w nierówny sposób traktowałaby prosumentów i przedsiębiorstwa energetyczne. - Prosument sprzeda energię za 80 proc. ceny, a przedsiębiorstwo za 100 proc. Co więcej, może się ono starać o zielone certyfikaty, a prosument - nie. W efekcie przedsiębiorstwo dostanie nawet cztery razy więcej pieniędzy za tę samą energię - wyjaśnia Zielińska. I dodaje, że zyskają na tym firmy dystrybucyjne, które zarobią na różnicy cen.

Niemcy wzorem dla UE

A jeśli właściciele domów będą chcieli produkować prąd na własne potrzeby? Okazuje się, że przy obecnych kosztach instalacji fotowoltaicznych (10 kW - nawet 100 tys. zł) jest to nieopłacalne. Grzegorz Wiśniewski policzył, że w obecnych warunkach taka inwestycja zwróciłaby się po 27 latach. Dla porównania w Niemczech - po trzech, czterech!

- Żeby nastąpiła rewolucja na miarę Niemiec czy Wielkiej Brytanii potrzeba pilnego uchwalenia obiecanej przez rząd ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) z faktycznym systemem wsparcia dla prosumentów - uważa Wiśniewski. I wyjaśnia, że w tamtych krajach prosumenci mają gwarancję ceny zakupu prądu przez 20 lat. Przy czym jest to cena wyższa od rynkowej.

Dyrektor Fundacji im. Heinricha Bölla Wolfgang Templin przyznaje, że w Niemczech prąd wytwarza już ponad 4 mln prosumentów. Wśród nich przeważają właściciele domów, w tym rolnicy.

Domy, które same się spłacą

Na ustawę o OZE bardzo liczył Bank Ochrony Środowiska (BOŚ), który wspólnie z kilkoma firmami (Muratorem, Amicą, Barlinkiem, Black Red White, Opocznem i Cersanitem) stworzyli program "SAMOspłacający się dom", w którym stawiają sobie za cel budowę 100 tys. nowych domów w ciągu pięciu lat.

- "SAMOspłacający się dom", to nieruchomość, która zarabia sama na siebie - wyjaśnia prezes tego banku Mariusz Klimczak. I dodaje, że kluczowym rozwiązaniem jest zastosowanie instalacji fotowoltaicznej (dodatkowo domy musiałyby być wyposażone w urządzenia pozwalające oszczędzać energię, np. kolektor słoneczny do podgrzewania wody, pompę ciepła, energooszczędny sprzęt AGD). - Taka mikroelektrownia słoneczna o mocy 40 kW usytuowana na działce będzie nie tylko dostarczać darmowy prąd mieszkającej w takim domu rodzinie, ale też zwiększać jej dochody dzięki sprzedaży nadwyżek energii do sieci - mówi Klimczak.

Sęk w tym, że ustawa o OZE musiałaby zagwarantować stałą cenę obligatoryjnego odkupu wytworzonego w ten sposób prądu - co najmniej 1,10 zł za 1 kWh - przez 15 lat (obecnie 1 kWh kosztuje 57 gr).

Eksperci BOŚ ocenili, że budowa domu o powierzchni 92 m kw. pochłonęłaby aż 560 tys. zł (cena uwzględnia projekt, wyposażenie, instalację fotowoltaiczną na działce). Jednak dzięki sprzedaży ok. 31,2 tys. kWh rocznie (ok. 5 tys. kWh poszłoby na własne potrzeby) jego właściciel zarabiałby ponad 34,3 tys. zł. Ponadto płaciłby niższe rachunki za ciepło i tracił mniej energii. W efekcie - w przypadku kredytu zaciągniętego w BOŚ na 25 lat - zyski przewyższałyby ratę kredytu o blisko 600 zł.

A co ma z tego państwo?

Z opracowanego przez Instytut Energetyki Odnawialnej na zlecenie Związku Pracodawców Forum Energetyki Odnawialnej raportu "Krajowy plan rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do 2020 r." wynika, że w tym okresie liczba prosumentów może wzrosnąć do 2,5 mln. Dzięki temu powstałoby 54 tys. miejsc pracy, w tym 15 tys. w firmach produkujących urządzenia. Wiśniewski podkreśla, że podłączenie mikroinstalacji do sieci nie wymaga ich rozbudowy. Ponadto można uniknąć bardzo kosztownej rozbudowy istniejących elektrowni węglowych.

Eksperci jako przykład wskazują Wielką Brytanię, gdzie po wprowadzeniu stałych taryf dla prosumentów w 2009 r. liczba mikroinstalacji wzrosła z 98 tys. w 2008 r. do 358,3 tys. w roku 2012. Łączna moc brytyjskich mikroinstalacji to 1,66 GW, co jest odpowiednikiem zapowiadanych, ale nierealizowanych, dwóch największych bloków energetycznych w Opolu.

 

Źródło: Gazeta Wyborcza







# #
copyright © WMAE
All rigths reserved

Projekt i realizacja  Artneo
Odwiedziny w tym miesiącu: 5562
Odwiedziny ogółem: 1469480