Mapa strony
Ciekawe linki
Akutalności
Pawlaka wiatraki już nie kręcą
2012-11-15 10:20:38

Wiatraki w Polsce zaczęto stawiać kilka lat temu. Mamy ich już ok. tysiąca i produkują ok. 2 procent energii. Właścicielem farm wiatrowych są najczęściej zachodnie firmy. Niemiec i Hiszpanii, na których terenie stoi nawet po kilkanaście tysięcy wiatraków, nie mamy jednak szans dogonić. Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, oświadczył, że wiatraków w Polsce mamy już wystarczająco dużo. - W energetyce wiatrowej w ciągu dwóch lat nastąpiła eksplozja. Dla równowagi systemu konieczne jest przyhamowanie energetyki wiatrowej - cytował wicepremiera branżowy portal Rynekinfrastruktury.pl. Co Pawlakowi nie podoba się w wiatrakach? Szef ludowców argumentuje, że wiatraki pracują tylko wtedy, kiedy wieje, a więc najczęściej w nocy. A wtedy prąd z nich nie jest potrzebny, choć państwowy operator sieci energetycznych musi go kupić i wpuścić do sieci. Ministerstwo Gospodarki znalazło nawet sposób, by zniechęcić inwestorów do budowy farm wiatrowych w Polsce.

Producenci zielonej energii zarabiają bowiem nie tylko na sprzedaży prądu, ale także na sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów, które muszą kupować sprzedawcy prądu z węgla. Na certyfikatach można zarobić 3 mld zł rocznie. Właściciele wiatraków zgarniają 20 proc. tej puli. Resort Pawlaka, zmieniając przepisy, spowoduje, że zarobią znacznie mniej. 
 

Ministerstwo już przygotowało projekt ustawy w tej sprawie, dotyczący odnawialnych źródeł energii. Dokument jest bardzo ważny, bo do 2020 r. aż 15 proc. prądu w naszych gniazdkach musi pochodzić z czystych źródeł energii. Dziś mamy jej ok. 10 proc. i jeśli nic się w tej sprawie nie zmieni, będziemy płacić Brukseli gigantyczne kary finansowe.

Resort Pawlaka zamiast wiatraków woli premiować zieloną energię z: biomasy, czyli np. odpadów, drewna, zbóż, >> nowej elektrowni wodnej na Wiśle koło Włocławka, lokalnych i przydomowych paneli słonecznych, mikrowiatraków czy domowych kotłów na biomasę. Dzięki temu zarobić mają m.in. nasi rolnicy prowadzący uprawy na rzecz zielonych elektrowni, a nie zachodnie firmy.

Część projektu ma wsparcie ekologów z Greenpeace, którzy o energię odnawialną walczą od lat. W obronie elektrowni wiatrowych też raczej nie staną.

- Wsparcie dla prywatnych i gminnych mikroelektrowni jest słuszne - mówi jedynie Anna Ogniewska z Greenpeace.

"Za" są również lokalne organizacje z Mazur i Suwalszczyzny, które w petycji do premiera Donalda Tuska domagają się, by rząd zakazał stawiania wiatraków w odległości bliższej niż trzy kilometry od najbliższych domów. Protestujący nie chcą też, by wiatraki powstawały w miejscach cennych przyrodniczo.

Po drugiej stronie sporu są organizacje zrzeszające właścicieli farm wiatrowych.

- Produkcja energii z wiatraków może przestać się opłacać. A zainwestowano w nią kilkanaście miliardów złotych - ostrzega Tomasz Podgajniak, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, były minister środowiska w rządzie Marka Belki.

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zorganizowało nawet na Facebooku akcję "Uratuj wiatraki". W internecie poparło ją ponad 3 tys. osób.

- Rząd zamiast wiatraków wybiera atom, którego budową zajmą się zagraniczne firmy. Elektrownie węglowe też modernizują firmy spoza Polski. A wiatraki są nasze, tu stoją, tu płaci się za nie podatki, tu dają miejsca pracy - denerwuje się Krzysztof Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.  

 

Źródło: metromsn.gazeta.pl
Photo: google.com


 







# #
copyright © WMAE
All rigths reserved

Projekt i realizacja  Artneo
Odwiedziny w tym miesiącu: 24276
Odwiedziny ogółem: 1666632